Close

Między naturą a polityką.
Dobro wspólne w dobie kryzysu klimatycznego
i cyfrowej transformacji


Epoka prywatyzacji i indywidualizmu nie sprzyja rozwiązywaniu problemów wymagających zbiorowego wysiłku. To szczególnie groźne w obliczu nadciągającej katastrofy klimatycznej. W swojej najnowszej książce Tomasz Markiewka pokazuje, jak przywrócić sprawczość wspólnoty.

Twierdzenie o wpływie człowieka na zmianę klimatu nie budzi obecnie większych kontrowersji. Nawet wczorajsi negacjoniści przyznają dziś, że ludzka działalność przyczynia się do kryzysu klimatycznego. Mimo to do zgody wciąż daleko. Różnią nas bowiem nie diagnozy problemu, ale propozycje jego rozwiązania.

Cykliści, sceptycy, technoentuzjaści

Wielu z nas sądzi, że najlepiej zacząć od siebie: musimy ograniczyć zużycie wody i energii, z samochodu przesiąść się na rower i postawić na ekologię w gospodarstwach domowych. Inni sceptycznie spoglądają na podobne pomysły. Ich skuteczność jest ograniczona, powiadają, bo problem ma charakter systemowy i nic się z nim nie da zrobić – za daleko zabrnęliśmy jako cywilizacja. Jeszcze inni twierdzą, że globalna gospodarka to system naczyń połączonych i nie ma sensu lokalnie podejmować jakichś drastycznych środków, dopóki reszta świata nie będzie skłonna pójść tym samym tropem. Są wreszcie i tacy, którzy wierzą, że z kłopotów wybawią nas nowe technologie i innowacyjni przedsiębiorcy.

O tym, że wszystkie te postawy są w jakimś stopniu chybione, przekonuje w swojej najnowszej książce „Zmienić świat raz jeszcze. Jak wygrać walkę o klimat” Tomasz Markiewka, filozof i publicysta od lat zajmujący się różnymi aspektami neoliberalizmu. Jego zdaniem w ocenie możliwości walki z kryzysem klimatycznym mylą się zarówno ci, którzy stawiają na jednostkowe działania, jak i entuzjaści zielonych innowacji czy sceptycy wątpiący w skuteczność proekologicznych inicjatyw. Gdzie w takim razie szukać właściwego rozwiązania?

Agora kontra rynek

W polityce, przekonuje Markiewka, podkreślając zarazem, że nie ma na myśli jej wymiaru partyjnego, ale wspólnotowy. O co dokładnie mu chodzi?

Z kryzysem klimatycznym przyszło nam się mierzyć w sprywatyzowanej epoce, twierdzi badacz przywołując słowa Naomi Klein. Oznacza to – mówiąc obrazowo – że rynek wyparł agorę, a ludzie z obywateli stali się konsumentami. Władza rynku wykracza dziś poza swoją macierzystą sferę produkcji i handlu, a coraz silniej podporządkowuje sobie także obszary polityki i decyzji moralnych.

Ma to bardzo niebezpieczne konsekwencje: o ile bowiem demokracja działa na zasadzie „jeden człowiek, jeden głos”, o tyle na rynku o liczbie posiadanych głosów decyduje ilość pieniędzy. W rezultacie tam, gdzie istnieje duża rozbieżność między korzyściami społecznymi a prywatnymi, rynek nie rozwiązuje problemu – wyjaśnia Markiewka za Josephem Stiglitzem.

Tymczasem kryzys klimatyczny to problem globalny, który dotyka nas wszystkich. Dlatego nie możemy pozwolić, by o sposobach radzenia sobie z nim decydowała ekonomicznie uprzywilejowana mniejszość, która dba przede wszystkim o własne interesy. W epoce prywatyzacji i rynku musimy zatem przywrócić sprawczość wspólnoty, zaktywizować ją – czyli właśnie upolitycznić.

Natura chce polityki

Przywrócenie polityki jako obywatelskiego zaangażowania jest też konieczne dlatego, że wyzwania związane ze zmianą klimatu są efektem eksploatacji natury na niespotykaną dotąd skalę. Nasza gospodarka, mimo że coraz częściej mówimy w jej kontekście o dobrach niematerialnych, jest wciąż bardzo silnie zakorzeniona w świecie fizycznym. A praw natury rządzących tym światem nie możemy arbitralnie zmieniać. Powinniśmy raczej dostosować się do stawianych przez nie ograniczeń. To właśnie zadanie polityki: tak kształtować system społeczno-ekonomiczny, aby był on lepiej dopasowany do otaczającej nas rzeczywistości. W przeciwnym razie ogromne koszty dewastacji przyrody poniesiemy wszyscy.

Markiewka przekonuje, że obecny kryzys klimatyczny ma wymiar polityczny z trzech powodów:

  • Po pierwsze, jest efektem zaniedbań politycznych poprzednich dziesięcioleci (np. deregulacja rynków, zgoda na nieograniczoną eksploatację złóż naturalnych).
  • Po drugie, jego skutki będą miały charakter polityczny (np. masowe migracje z Południa na Północ, spadek jakości życia, niepokoje społeczne).
  • Po trzecie, jego rozwiązanie jest możliwe tylko na poziomie politycznym (a nie za pomocą samych decyzji konsumenckich, mechanizmów rynkowych, działań ekspertów czy wdrożenia innowacji).

O tym, jak silne są związki natury, gospodarki i polityki przekonaliśmy się podczas pandemii koronawirusa. Rosnąca fala zachorowań wymusiła w większości państw drastyczne ingerencje w działanie rynku, w rezultacie wstrzymując funkcjonowanie wielu sektorów. I to od państwa oczekuje się dziś stworzenia mechanizmów umożliwiających skuteczne odmrożenie gospodarki. Z kolei rządy, które powstrzymały się od podobnych działań (np. w Brazylii) i pozostawiły rozwój pandemii własnemu biegowi, mierzą się dziś z ogromnym wzrostem zakażeń, przeciążeniem systemu opieki zdrowotnej i protestami społecznymi.

Markiewka przekonuje, że problemy związane ze zmianami klimatycznymi będą jeszcze większe niż przy pandemii COVID-19 i także w tym wypadku to na państwa spadnie walka z ich skutkami. Stąd aby uniknąć globalnej katastrofy, obywatele muszą aktywnie wpływać na działania rządzących.

Bezradna zaradność

Niestety, obecna epoka to czas uwiądu wyobraźni politycznej. Śmiałe wizje zmian porządku społeczno-ekonomicznego uważamy dziś za skompromitowane i niebezpieczne, a w najlepszym razie naiwnie utopijne. Zapominamy jednak, że współczesna kultura kapitalizmu nie jest neutralna i faworyzuje jedne wartości kosztem innych. Wysoko dziś cenione indywidualizm, kariera czy konsumpcja zepchnęły na margines troskę o dobro wspólne.

Co więcej, żyjąc w kulturze indywidualnej zaradności, tracimy zdolność radzenia sobie z wyzwaniami wymagającymi zbiorowego wysiłku. Współczesnej kulturze brakuje kulturowych scenariuszy, dzięki którym potrafilibyśmy sobie wyobrazić takie wspólnotowe działania.

Dlatego właśnie sposobów radzenia sobie z kryzysem klimatycznym upatrujemy przede wszystkim w zmianie własnych nawyków konsumenckich. Skutek? Wielu z nas obwinia samych siebie o niewystarczająco ekologiczny styl życia, nie dostrzegając, że jest on pochodną modelu gospodarki, w której funkcjonujemy.

Odpowiedzialność sprywatyzowana

To przeniesienie odpowiedzialności na konsumentów jest jednak na rękę firmom, które w ten sposób unikają konieczności zmiany modelu biznesowego czy produkcyjnego, a ponadto budują sobie korzystny PR-owo wizerunek, zachęcając klientów do „zielonej” konsumpcji. Wszystko to jednak nie przekłada się na realne zmiany, które są niezbędne, aby poważnie zmierzyć się z klimatycznymi wyzwaniami.

Jak przekonuje Markiewka, bez zaangażowania społecznego i wyraźniej woli politycznej rządzący nigdy nie podejmą się dogłębnych reform systemu. Na dodatek nasz sceptycyzm wobec możliwości zmiany działa na zasadzie samospełniającej się przepowiedni. Nie dostrzegając wyraźnych oczekiwań korekty kursu, politycy konserwują status quo, nie chcąc się narażać na społeczne niezadowolenie.

Naszą ostatnią deską ratunku stają się więc innowatorzy i nowe technologie. Pokładamy w nich nadzieję, zapominając, że tanie i proste rozwiązania już wykorzystaliśmy, a o przełomowe wynalazki czy odkrycia jest dziś trudniej niż mogłoby się to wydawać z wszechobecnych zachwytów nad możliwościami start-upów. Skoro jednak sami nie mamy na nic wpływu, to sądzimy, że lepiej oddać decyzje w ręce technokratów, którzy prędzej będą wiedzieć, co należy robić.

Dla dobra ogółu

Tymczasem postęp, zauważa Markiewka, nigdy nie był wynikiem samych nowych odkryć. Oprócz nich wymagał jeszcze zmagań politycznych zorientowanych na to, by wynalazki służyły dobru ogółu. Nawet najlepsi eksperci nie wystarczą więc, by mogła dokonać się zmiana. Będzie ona możliwa dopiero wtedy, gdy odpowiednio duża część społeczeństwa zorganizuje się, aby ją sobie wywalczyć.

Poucza nas o tym historia związków zawodowych, emancypacji kobiet czy równouprawnienia mniejszości. Żadna z tych reform nie dokonała się sama z siebie – we wszystkich przypadkach wymagała zaangażowania społecznego.

Aby jednak ludzie zechcieli się w coś włączyć, niezbędna jest wizja, która przyciąga i obiecuje lepsze warunki życia. Niełatwo przekonać społeczeństwo do wspierania inicjatyw proekologicznych, gdy kojarzą się one z zakazami, rezygnacją z wygód czy wzrostem cen. Działaniom na rzecz przeciwdziałania kryzysowi klimatycznemu musi więc towarzyszyć obietnica zmian, które okażą się korzystne dla wszystkich i nie będą wewnętrznie sprzeczne.

Niektóre proekologiczne alternatywy budzą bowiem wiele wątpliwości. Wystarczy przywołać samochody elektryczne: choć ich użytkowanie faktycznie ogranicza emisję dwutlenku węgla, to już produkcja i utylizacja używanych w nich baterii wiąże się z dużym kosztem środowiskowym. Co więcej, brak niezbędnej infrastruktury do ładowania takich pojazdów właściwie uniemożliwia wygodne korzystanie z nich w skali krajowej.

Nowy Zielony Ład

Zdaniem Markiewki wizja zielonej transformacji musi więc łączyć się z korektą dotychczasowego systemu gospodarczego i naprawą jego nieprawidłowości. Oprócz rozwiązań proekologicznych niezbędne są również zmiany prospołeczne, które sprawią, że korzyści z przejścia na niskoemisyjną gospodarkę będą powiązane z podniesieniem jakości życia i szansami rozwoju.

Taką wizję stanowi dla niego Nowy Zielony Ład, który kwestie ekologii ściśle łączy z planami inwestycji publicznych. Chodzi więc nie tylko o przejście na odnawialne źródła energii, ale także o dostęp do wysokiej jakości usług zdrowotnych, dobry transport czy nowe miejsca pracy. Tylko taka kompleksowa wizja przebudowy gospodarki może przekonać ludzi, że warto ją wesprzeć.

Według czyich wartości?

Abyśmy mogli jednak zacząć myśleć o jej realizacji, potrzebna jest zmiana słownika, jakim posługujemy się na co dzień, mówiąc o otaczającym nas świecie. Dziś głównym kryterium oceny działań gospodarczych pozostaje PKB, w którym liczy się wyłącznie dobrobyt materialny. Taka perspektywa sprzyja myśleniu w kategoriach darwinizmu społecznego i każe postrzegać zmiany gospodarcze czy technologiczne jako ściśle zdeterminowane.

Chcąc zmienić ten sposób myślenia, musimy włączyć do naszych narracji także inne wartości, spoza słownika ekonomistów głównego nurtu. Na dobre życie składa się bowiem nie tylko zgromadzony majątek, ale również zdrowie fizyczne i psychiczne, relacje z ludźmi, poczucie bezpieczeństwa czy życie w harmonii z naturą.

Spór i sprawiedliwość

Warto też patrzeć na zmiany w sposób realistyczny, podkreśla Markiewka. Przejście do gospodarki bezemisyjnej nie odbędzie się bez napięć. W praktyce trzeba będzie uzgadniać odmienne punkty widzenia i dbać o to, by różni aktorzy życia społecznego i gospodarczego nie stali się ofiarami zielonej transformacji. Dlatego tak ważne jest zapewnienie udziału przedstawicieli wielu grup społecznych w nowych projektach gospodarczych.

Istotą demokracji jest spór polityczny, przypomina Markiewka. Jeśli chcemy ją ocalić, nie możemy ani zamykać oczu na różnice, ani chcieć za wszelką cenę zadowolić wszystkich. Nie łudźmy się, że unikniemy trudnych sytuacji. Na pewno jednak powinniśmy starać się wypracować możliwie najsprawiedliwsze rozwiązania.

Lekcja z Arystotelesa

Książkę „Zmienić świat raz jeszcze”, choć poświęcona jest przede wszystkim walce o klimat, można również czytać w innym kontekście, dotyczącym choćby dyskusji o roli i miejscu nowych technologii we współczesnym świecie. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że autor niejednokrotnie porusza temat cyfrowych innowacji. Chodzi także o to, że problem odpolitycznienia nie dotyczy wyłącznie kwestii związanych z kryzysem klimatycznym. Nasza sprawczość jest dziś ograniczona w wielu innych sferach, m.in. związanych z pożądanym kierunkiem rozwoju gospodarki cyfrowej.

Markiewka przekonuje, że wartości nie są prywatną sprawą każdego z nas, ale fundamentem określającym relacje wewnątrz społeczeństw, w których na co dzień funkcjonujemy. To od ich doboru zależy kierunek, w jakim będzie rozwijał się świat. Innymi słowy: etyka nie kształtuje się w próżni i trzeba przywrócić jej wymiar polityczny. To jednak nic nowego: o tym, że dobre życie jest ściśle związane z losem wspólnoty, wiedział już Arystoteles. Czas, byśmy przypomnieli sobie tę lekcję.

Źródło:

Skip to content